A close-up of a judge holding a document with a 'Guilty' verdict in a courtroom setting.

Toksyczne poczucie winy jako fałszywa odpowiedzialność

Toksyczne poczucie winy to nie tylko emocja – to system wewnętrzny, który powstaje w dzieciństwie, gdy uczymy się, że jesteśmy odpowiedzialni za wszystko i wszystkich, tylko nie za siebie.


Gdy nie możesz być sobą

W rodzinach dysfunkcyjnych dzieci nie mają przestrzeni do budowania własnej tożsamości. Brakuje im prawa do indywidualności, do odczuwania, do bycia sobą. Wszystko podporządkowane jest temu, by system rodzinny „jakoś działał”. To często oznacza rezygnację z autentyczności na rzecz przystosowania.

Brakuje prawa do indywidualności – do tego, by myśli mogły być własne, by uczucia mogły płynąć bez lęku, by pragnienia nie były zagrożeniem. To, co autentyczne, staje się zbyt ryzykowne.
Zbyt głośne.
Zbyt niewygodne.

I tak, z każdym rokiem, dziecko uczy się chować – nie tylko przed światem, ale i przed samym sobą. Uczy się odcinać od źródła, które płynie w nim od początku: od wewnętrznej prawdy, od naturalnej ciekawości, od esencji bycia.

Zamiast żyć – odgrywa.
Zamiast czuć – skanuje otoczenie.
Zamiast być – dopasowuje się do cudzych oczekiwań.

Gdy matka jest emocjonalnie chwiejna, zależna lub niesamodzielna, dziecko może nieświadomie przejąć rolę opiekuna lub ratownika. Inne dzieci przyjmują strategie przetrwania: stają się przesadnie odpowiedzialne, prymusami, buntownikami, kozłami ofiarnymi albo „niewidzialnymi”. Wchodzą w przypisane im role – jakby brały udział w przedstawieniu, w którym nie ma miejsca na spontaniczność, wolność ani prawdę.

Już w wieku przedszkolnym (3-6 lat) uczą się, że nie mogą czuć tego, co naprawdę czują. Nie mogą mówić „nie”, złościć się, płakać, bać. Ich emocje są albo ignorowane, albo niewygodne dla dorosłych. Uczą się więc dopasowywać – i za tę lojalność płacą cenę: zatracenia siebie.


Erikson i dzieciństwo pod ciężarem winy

Erik Erikson, w książce „Tożsamość a cykl życia”, opisał etap rozwoju przedszkolnego jako konflikt między inicjatywą a poczuciem winy. To czas, kiedy dziecko eksploruje świat, testuje granice, buduje obraz siebie jako osoby sprawczej. Ale jeśli jego impulsy i potrzeby spotykają się z zawstydzaniem, ignorowaniem lub karą – rozwija się toksyczne poczucie winy.

Zamiast rozwijać zdrowe sumienie oparte na wartościach, dziecko internalizuje fałszywy przekaz: „Jeśli coś jest nie tak, to pewnie moja wina”. Odtąd żyje w przekonaniu, że zawsze mogło zrobić więcej, być lepsze, uratować innych. Że to ono odpowiada za nastroje dorosłych, ich decyzje, cierpienie.

W ten sposób rodzi się fałszywa odpowiedzialność – przymus brania na siebie ciężaru emocjonalnego, który nigdy nie należał do dziecka.


Gdy chcesz pomagać innym – najpierw spotkaj się ze sobą

Dlatego praca nad sobą nie jest tylko osobistą decyzją. To wręcz fundament, jeśli chcemy autentycznie pomagać innym. Nie z przymusu, nie z roli ratownika, ale z miejsca wewnętrznej uczciwości i spójności.

Zanim mogłam wspierać innych, musiałam spotkać się sama ze sobą. Ze swoją historią. Z tym, co wydawało mi się „normalne”, a było formą ciągłego przystosowania.

Jako dziecko przyjęłam rolę wojowniczki – ratowniczki, opiekunki.
By móc ją odgrywać, musiałam tłumić złość, smutek, frustrację, a nawet radość. Scenariusz rodzinny wymagał ode mnie, bym była silna, pogodna, uśmiechnięta. Nie było w nim miejsca na mój gniew, lęk ani bezradność. Nie mogłam niczego „dokładać” rodzicom – przecież i tak mieli już wystarczająco dużo problemów.

Z czasem nauczyłam się, że nie wolno mi być sobą. Że odpowiedzialność za innych jest ważniejsza niż troska o siebie. Że winna jestem zawsze – jeśli nie za to, co zrobiłam, to za to, czego nie zrobiłam.

Ale to nie była prawdziwa odpowiedzialność.
To była fałszywa odpowiedzialność – ciężar, który nigdy nie powinien należeć do mnie.


Ćwiczenie, które zmieniło kierunek

Powrót do siebie wymagał pracy. I wymaga jej nadal.
Jednym z ćwiczeń, które stało się dla mnie przełomowe, było proste wyobrażenie: zamykałam oczy i mówiłam sobie, że nie mogę już dłużej odgrywać swojej roli. Nie jestem już ratowniczką. Nie jestem opiekunką. Nie muszę nikogo naprawiać ani dźwigać.

Zaczęłam spotykać się z uczuciami, które przez lata były tłumione, odrzucone lub zakopane głęboko wewnątrz mnie. Pojawiały się falami – czasem jako subtelne napięcie w klatce piersiowej, czasem jako ściśnięte gardło, dygotanie rąk, kłucie w żołądku. Nie tylko je „czułam” – zaczęłam je lokalizować w ciele.
To był pierwszy krok: poczuć zamiast analizować.

Uczyłam się wtedy czegoś zupełnie nowego: nie uciekać. Nie wyjaśniać. Nie usprawiedliwiać.
Tylko być – z tym, co się pojawia.
Zamknąć oczy. Skierować uwagę do środka.
Zapytać ciało: „Co teraz chcesz mi powiedzieć?”

To było jak ciche, uważne towarzyszenie sobie – nie jako krytyk czy kontroler, ale jako obecny świadek.
Z czasem odkryłam, że za tymi trudnymi emocjami kryją się ważne informacje: o moich granicach, o zranieniach, o tęsknotach, o niespełnionych potrzebach z przeszłości.

W ramach praktyki prowadziłam dialog z tymi uczuciami:
– Gdzie jesteś w moim ciele?
– Jakiego ruchu potrzebujesz?
– Co chciałabyś mi powiedzieć, gdybym nie chciała cię naprawiać, tylko wysłuchać?

Niektóre emocje chciały być wypłakane. Inne – potrzymane w ciszy. Jeszcze inne – potrzebowały wyrażenia przez głos, ruch, krzyk, pisanie.

To nie była łatwa droga – ale prowadziła do czegoś, czego nie znałam wcześniej: integracji.
Kiedy emocja była naprawdę poczuta, zauważona i przyjęta – bez odrzucenia, bez nadania jej etykiety „zła” czy „przesadna” – mogła się rozpuścić. Nie znikała w sensie całkowitego wymazania, ale zmieniała formę. Przestawała być czymś, przed czym muszę się bronić – stawała się częścią mnie. Czymś, co niesie mądrość. Energią do przekształcenia, a nie wrogiem.

Zaczęłam naprawdę rozumieć, co oznacza „wracać do siebie” – nie tylko myślami czy przekonaniami, ale całym ciałem, oddechem i obecnością.

Zaczęłam też eksperymentować z innymi zachowaniami:
– mówić „nie”, gdy nie mam przestrzeni,
– prosić o pomoc, gdy jej potrzebuję (to nadal dla mnie wyzwanie),
– odpoczywać bez poczucia winy,
– stawiać granice – nie po to, by ranić, ale by chronić siebie.

Kiedy porzuciłam rolę opiekunki, mogłam wreszcie naprawdę spotkać się ze sobą. Z moimi uczuciami, pragnieniami, potrzebami. Zrozumiałam, że mogę się sobą zaopiekować. Że moje potrzeby są ważne. Że mam prawo do ciszy, spokoju, do tego, by wybierać siebie – nie jako egoistyczny akt, ale jako warunek zdrowej obecności.


Zostawiając starą rolę

Jeśli ten tekst coś w Tobie poruszył – zatrzymaj się.
Zadaj sobie pytanie: jaką rolę odgrywałam w swojej rodzinie?
Co się dzieje, gdy wyobrażam sobie, że przestaję to robić?

Z początku może pojawić się opór, lęk, pustka. To naturalne. Ale za tym stoi coś więcej – przestrzeń, w której możesz odkrywać siebie na nowo. Bez scenariusza. Bez roli. Bez konieczności zasługiwania.

Każdy moment, w którym wybierasz siebie, jest aktem odwagi.
Zaopiekowanie się sobą to nie ucieczka – to powrót do domu.
I dopiero z tego miejsca można naprawdę zacząć wspierać innych – nie z obowiązku, ale z czystej, wolnej intencji.

A na koniec – kilka słów do Twojego wewnętrznego dziecka

Jeśli chcesz zacząć pracę z wewnętrznym dzieckiem, możesz zacząć od prostych, ale głębokich zdań. Czytaj je powoli. Możesz je powtarzać w myślach, na głos albo napisać je sobie w zeszycie. Daj sobie czas. Niektóre z nich mogą budzić opór, inne wzruszenie. Każda reakcja jest w porządku.

Poniższe afirmacje pochodzą z książki Johna Bradshawa „Powrót do swojego wewnętrznego domu”:

  • To normalne, że myślisz o sobie.
  • Możesz swobodnie myśleć o swoich uczuciach i doświadczać emocji związanych z tym, co czujesz.
  • Kocham Cię po prostu takim, jaki jesteś, mała / mały.
  • To dobrze, że jesteś inna / inny, że masz swoje poglądy i swoje sprawy.
  • Masz prawo płakać, nawet jeśli jesteś dorosła / dorosły.
  • Nie jesteś odpowiedzialna za małżeństwo Twoich rodziców.
  • Nie jesteś odpowiedzialna za swoją mamę.
  • Nie jesteś odpowiedzialna za rodzinne kłopoty.
  • Nie jesteś odpowiedzialna za rozwód rodziców.
  • To dobrze, że szukasz i odkrywasz, kim naprawdę jesteś.

Możesz do nich wracać zawsze, kiedy czujesz, że znów wchodzisz w starą rolę. Albo kiedy potrzebujesz czułości wobec siebie. Bo to, czego nie dostałaś kiedyś – możesz dziś zacząć dawać sobie sama.

Posts created 17

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top