A woman with bold red makeup expressing intense emotion by shouting.

„Ach, pani się tak nie złości…” – o gniewie, granicach i mocy

Gniew to emocja, która potrafi siać spustoszenie – szczególnie wtedy, gdy wybucha i uruchamia cały cykl odreagowania.
Zaczyna się od napięcia, potem przychodzi myśl usprawiedliwiająca złość, wybuch, chwilowa ulga, a następnie wstyd i ponowne napięcie.
To błędne koło, które nie tylko niszczy relacje, ale też dosłownie rzeźbi mózg i ciało.

Alexander Lowen – psychiatra, uczeń Wilhelma Reicha i twórca bioenergetyki – opisał, jak emocje zapisują się w ciele.
„Sylwetka gniewna” to napięte barki, zaciśnięta szczęka, ściśnięty brzuch i stwardniałe uda – ciało w ciągłej gotowości do walki, nawet jeśli walka toczy się tylko w środku.
To postawa osoby, która nie może lub nie potrafi wyrazić złości, więc zatrzymuje ją w mięśniach.
Z czasem ciało samo staje się historią niewyrażonych emocji.


Kulturowe maski gniewu

„Ależ ja się przecież nie złoszczę. Złość piękności szkodzi.”
To jedno z tych zdań, które wdrukowano w nas niemal z mlekiem matki.
Kultura nauczyła kobiety: „Nie krzycz, bądź grzeczna, nie przesadzaj.”
Złość była brzydka, nieelegancka, niekobieca.
Więc nauczyłyśmy się ją chować – pod uśmiechem, pod kontrolą, pod perfekcją.

Złość została wygnana z przestrzeni, w której powinna być naszym kompasem.
A energia, której nie wolno było wyrazić, nie zniknęła.
Zaczęła sączyć się inaczej.

Tak rodzi się pasywna agresja – subtelna, ale potężna w skutkach.
To ironiczne komentarze, uszczypliwe żarty, które mają „tylko rozładować napięcie”.
To narzekanie, ocenianie, bierny opór: „Zapomniałam”, „Nie miałam czasu”, „Nie chciałam robić problemu”.
To pozorna zgoda, za którą kryje się uraza.
To milczenie, które staje się formą kary.

Z zewnątrz wygląda łagodnie, ale w środku gotuje się ocean.
Bo to też jest agresja – tylko skierowana nie wprost, często przeciwko sobie.


Ciało pamięta wszystko

Tyle że ciało nie zapomina.
Każda niewyrażona emocja znajduje swoje ujście – jeśli nie na zewnątrz, to do wewnątrz.
Złość, której nie wypowiadamy, zamienia się w napięcie, sztywność, ból.
Najpierw w ciele: w szczękach, karku, brzuchu.
Potem – w przemęczenie, stany zapalne, spadek odporności.

Z czasem organizm zaczyna atakować sam siebie.
Tak właśnie rodzą się choroby autoimmunologiczne – kiedy układ odpornościowy, zamiast chronić, zaczyna niszczyć własne tkanki.
To biologiczna metafora tłumionej złości: ciało, które nie mogło wyrazić sprzeciwu, zaczyna walczyć ze sobą.

Nauka potwierdza to, co ciało wiedziało od zawsze – przewlekły stres i tłumione emocje podnoszą poziom kortyzolu, który rozregulowuje cały układ hormonalny.
Kortyzol hamuje aromatazę – enzym niezbędny do produkcji estrogenów – co może prowadzić do zaburzeń cyklu, wahań nastroju, a nawet przedwczesnej menopauzy.
To nie metafora. To biochemiczna cena emocji, których nie pozwalamy sobie czuć.


Zrozumieć gniew – odzyskać moc

Z czasem odkryłam, że gniew sam w sobie nie jest wrogiem.
To energia mocy, która pokazuje, że coś jest nie tak – że jakaś granica została przekroczona, że coś wymaga zmiany.
To wewnętrzny strażnik, który mówi: „Zatrzymaj się. To nie jest w zgodzie z tobą.”

Gniew może być destrukcją albo motorem transformacji – wszystko zależy od tego, czy reagujemy z automatu, czy z obecności.
Kiedy zatrzymuję się, zanim zareaguję, mogę zauważyć, że to nie świat mnie prowokuje – to ja mam w sobie przestrzeń, która potrzebuje głosu.
To moment, w którym emocja staje się świadomością.


Coaching i praktyka uważności

Na sesjach coachingowych często zaczynamy od prostego pytania:
Co jest dla Ciebie naprawdę ważne?

Bo żeby znać swoje granice, trzeba poznać swoje terytorium – swoje potrzeby, wartości, przekonania.
Nie da się chronić czegoś, czego się nie zna.

W procesie pracy coachingowej uczymy się odkrywać to, co ukryte – gdzie naprawdę się kończę ja, a zaczynają inni.
Dzięki temu gniew może zostać przetransformowany w energię działania, a nie destrukcji.
Każda świadoma reakcja buduje nowe połączenia neuronalne – dosłownie nową wersję siebie.
Bo tylko wtedy, kiedy reagujemy z pozycji odpowiedzi, a nie nawykowego wybuchu, tworzymy nową ścieżkę w mózgu, nową siebie.


Transsurfing rzeczywistości – zmiana częstotliwości

Jednym z narzędzi, które wspierają ten proces, jest metoda Transsurfingu Rzeczywistości Vadima Zelanda.
Jej istotą jest przesunięcie uwagi – z walki i oporu na świadomy wybór energii, którą chcemy zasilać.
Zeland pisał: „Świat to lustro – odbija to, co w nim zasilasz.”
Kiedy skupiam się na złości, dostaję więcej sytuacji, które ją wzmacniają.
Kiedy świadomie wybieram spokój – energia podąża za uwagą.

Prosta praktyka Transsurfingu:

  1. Zauważ wahadło: nazwij sytuację, która Cię wytrąciła.
  2. Obniż ważność: powiedz sobie: „To tylko sytuacja. Nie muszę reagować emocją.”
  3. Wybierz nowy wariant: wyobraź sobie siebie spokojną, reagującą z mocy.
  4. Działaj z lekkością: zrób mały krok, który wyraża Twoją wartość i spokój.
  5. Refleksja: zapisz, jak zmienił się Twój stan.

To ćwiczenie uczy zatrzymania – momentu, w którym przestajesz zasilać gniew, a kierujesz energię tam, gdzie chcesz ją mieć.
Zamiast walczyć, zaczynasz płynąć.

Źródło: Vadim Zeland, Transurfing Rzeczywistości, wyd. Studio Astropsychologii


Moja droga do zrozumienia gniewu

Moja droga do zrozumienia gniewu była długa i kręta.
Zapłaciłam za nią wysoką cenę – emocjonalnie i fizycznie.
Przez lata tłumiłam złość, bo wydawało mi się, że tak „trzeba”.
Kulturowy płaszczyk w postaci przekonania „złościć się jest nieładnie”, a może jeszcze głębiej zakorzenione „gniew to grzech”, sprawiły, że nauczyłam się ją chować.

Ale ciało nie dało się oszukać.
Pojawiły się objawy, których nie dało się już zignorować – sygnały, że czas się zatrzymać i posłuchać.
Na terapii uwalniania gniewu po raz pierwszy poczułam, jak ogromna ilość energii była uwięziona w moim ciele.
Płacz, drżenie, oddech – ciało zaczęło mówić.

Znalazłam też swoje codzienne sposoby: ruch, taniec, medytację, sport.
One pomagają mi nie tylko rozładować napięcie, ale wrócić do ciała, do siebie.

Bo gniew nie zniknął – on po prostu przestał rządzić.
Choć nadal potrafi mnie czasem wkręcić w jakieś dramaty, coraz częściej zauważam moment, w którym mogę się zatrzymać.
Kiedy wyhamuję w porę, moja uwaga zostaje przy mnie – a wraz z nią energia.

Uczę się swoich granic.
Bo gdy w momencie frustracji zauważę, co mnie ztriggerowało, mogę podjąć decyzję: czego potrzebuję więcej, a czego mniej.
Dzięki temu pojawia się więcej mocy – tej czystej, spokojnej, twórczej.
Więcej radości, lekkości, przestrzeni.

Gniew stał się moim nauczycielem.
Nie muszę go tłumić ani się go bać.
Wystarczy, że go posłucham.


Jeśli ten tekst poruszył w Tobie coś ważnego – może gniew, może napięcie, a może pragnienie, by lepiej zrozumieć siebie – zapraszam Cię do wspólnej pracy.
Na sesjach coachingowych pomagam kobietom rozpoznawać swoje emocje, odkrywać granice i przekształcać złość w wewnętrzną moc.
To proces, który nie tylko uzdrawia relację ze sobą, ale przywraca spokój, lekkość i radość życia.

Mały prezent od serca:
Jeśli pod tym artykułem podzielisz się w komentarzu swoją refleksją – napisz, jak wygląda Twoja prawda o gniewie – wyślę Ci w wiadomości bezpłatne ćwiczenie coachingowe:

„Mapa granic i emocji – praktykę, która pomoże Ci rozpoznać, gdzie w Twoim życiu pojawia się gniew i co naprawdę chce Ci to powiedzieć.

Bo praca z gniewem to nie walka.
To droga do siebie.

Posts created 17

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top