religion, faith, hand, trust, cross, god, pray, prayer, peace, soul, freedom, spirituality, spiritual, nature, sunset, heavenly, christian, message

Kiedy utknę – jak odnaleźć sens i nową drogę w życiu

Są chwile, gdy czuję, że stoję w miejscu. Jakby życie zatrzymało się w pół kroku – ciało idzie dalej, ale serce i umysł pozostają w zawieszeniu. Wtedy szukam światła, które pozwoli mi spojrzeć szerzej i głębiej.

Ostatnio znalazłam je, słuchając moich ulubionych podcastów – Mel Robbins i Jaya Shetty’ego. Jeden z nich nosił tytuł: „Proces odnajdywania celu”. Te rozmowy są jak spotkanie z przewodnikiem – pełne mądrości i czułości, z jednej strony dające praktyczne wskazówki, a z drugiej przypominające, że droga do sensu prowadzi przez zaufanie, miłość i wewnętrzny spokój.

Ale zrozumiałam też coś bardzo ważnego – samo słuchanie nie wystarczy. Inspirujące słowa mogą nas poruszyć, ale jeśli zatrzymamy się tylko na tym etapie, nic w naszym życiu się nie zmieni. Trzeba te prawdy odnieść do własnego doświadczenia, znaleźć ich zastosowanie w codzienności i – choćby małymi krokami – zacząć działać.

Bo przecież każdy z nas tęskni za takim życiem, w którym:

  • 🌱 umysł staje się sprzymierzeńcem, a nie wrogiem,
  • 🌱 czas jest przestrzenią możliwości, a nie presji,
  • 🌱 a codzienność przestaje być ucieczką i staje się świadomą obecnością.

To właśnie wtedy życie zaczyna odsłaniać swoją lekkość i naturalny przepływ.

Wezwanie do działania: Zatrzymaj się dziś na chwilę i zapytaj siebie: „Co z tego, co usłyszałam lub przeczytałam ostatnio, mogę realnie wprowadzić w życie – choćby w najmniejszym wymiarze?” Wybierz jeden krok i sprawdź, jak zmienia Twoje samopoczucie.


Trzy kroki Jaya Shetty’ego: Słuchaj – Reflektuj – Wdrażaj

Jay Shetty opisuje prosty, a jednocześnie potężny proces zmiany, który można stosować w codziennym życiu:

  1. Słuchaj – najpierw otwórz się na nowe informacje. Czytaj, słuchaj podcastów, książek, rozmów, które inspirują i dają wiedzę. Chodzi o to, aby w pełni chłonąć to, co może poszerzyć Twoje spojrzenie na siebie i świat.
  2. Reflektuj – zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: „Co to dla mnie oznacza? Jak mogę to zastosować w moim życiu?” To moment, w którym przetwarzasz informacje i nadajesz im osobiste znaczenie.
  3. Wdrażaj – wprowadź to w życie krok po kroku. Zacznij od małych działań, testuj nowe podejścia, baw się ideą, sprawdzaj, jak działa w Twojej codzienności. To etap, w którym teoria spotyka się z praktyką.

To właśnie wdrażanie jest kluczowe. Sama refleksja bez działania nie przynosi zmian. Każdy mały krok jest ziarnem, które kiełkuje, zmienia Twoje postrzeganie świata, sposób myślenia, a nawet to, jak się czujesz i reagujesz.

Praktyczna wskazówka: Wybierz jedną rzecz, którą dziś możesz zastosować w swoim życiu – choćby najmniejszy krok. Zobacz, jak to działa i obserwuj, jakie zmiany zaczynają się pojawiać.


Kiedy utkniesz…

Bywają dni, kiedy czuję, że stoję w miejscu. Jakbym utknęła w dobrze znanym pokoju – niby bezpiecznym, ale już za ciasnym, bez świeżego powietrza. Znasz to uczucie?

Jay Shetty powiedział coś, co mocno we mnie rezonuje: Wtakich sytuacjach tkwimy w jakimś miejscu i nie ruszamy dalej, ponieważ:
„Opłakujemy starą wersję siebie.”

I rzeczywiście – często trzymam się kurczowo tej „dawnej mnie”. Starych przyzwyczajeń, dawnych ról, sposobów myślenia, które kiedyś dawały poczucie stabilności. Ale dziś już nie pasują. To trochę jak próba wciśnięcia się w ubranie sprzed lat – kiedyś wygodne, teraz ograniczające.

Miałam taki moment, gdy stanęłam przed decyzją o przeprowadzce do nowego kraju. Z jednej strony czułam ogromną tęsknotę za zmianą, a z drugiej – lęk, że zostawiam za sobą wszystko, co znane i bezpieczne. To, co do tej pory budowało moją codzienność – język, przyjaciele, bliskie miejsca – nagle przestało być oczywiste. Bałam się, czy dam radę, czy znajdę swoje miejsce, czy poradzę sobie z nowym początkiem.

A jednak w sercu miałam poczucie, że to jest moja droga. Zaufałam temu głosowi, choć nie wiedziałam, jaki będzie rezultat. Pierwsze kroki były niepewne – nowe miasto, obcy język, samotność. Ale to zaufanie było jak otwarcie okna w dusznym pokoju. Poczułam powiew świeżego powietrza, przestrzeń i możliwość odkrywania siebie na nowo.

Pięknie oddaje to zdanie:

„Motywacja nie wynika z tego, że wiesz, dokąd idziesz. Motywacja rodzi się z chwili, w której wiesz, że nie chcesz już dłużej być tam, gdzie jesteś.”

Nie potrzebujemy znać całej mapy ani widzieć od razu końca drogi. Zaufanie to decyzja, by postawić pierwszy krok, nawet jeśli nie wiemy, gdzie nas zaprowadzi. A kiedy czujemy, że ten krok ma sens – kiedy w sercu tli się choćby mała iskra celu – to staje się ona naszą latarką w ciemności. Nie rozświetla całej ścieżki, ale wystarcza, by zobaczyć najbliższy fragment i iść dalej.

To właśnie ta wewnętrzna latarka daje siłę i spokój – niesie nas naprzód, kawałek po kawałku, aż któregoś dnia zauważamy, że wszystkie elementy zaczynają łączyć się w większą całość.


Pułapka jednej tożsamości

Od najmłodszych lat uczymy się myśleć schematycznie: „Wybierz zawód i trzymaj się go do końca życia”. System edukacji, rodzina i kultura często podsycają to przekonanie.

To ograniczająca narracja, która potrafi uwięzić nas na długie lata. Bo jeśli utożsamiasz się tylko z jedną rolą, każde pragnienie zmiany wydaje się zdradą samego siebie. Wtedy łatwo pojawia się lęk: „A co, jeśli stracę swoją wartość? A co, jeśli inni mnie odrzucą?”

Ja sama doświadczyłam różnych ról i zawodów – byłam nauczycielką, tłumaczką, freelancerką, a także analityczką. Każda z tych ścieżek dawała mi coś innego, uczyła nowych umiejętności, rozwijała inne aspekty mnie samej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wszystkie te doświadczenia budują fundament pod coś większego – moją obecną drogę. Dziś jestem coachem i czuję, że mogę w ten sposób służyć innym, korzystając z całej wiedzy, którą zebrałam wcześniej. To zawód, który wykonuję z pasją i zaangażowaniem – bo powstał z połączenia wszystkich kawałków mojej historii.

I właśnie w tym tkwi sedno – to, że zmieniamy ścieżkę, nie oznacza porażki ani utraty tożsamości. Oznacza ewolucję. Rozszerzamy swoje doświadczenie i pozwalamy, by życie prowadziło nas przez nowe przestrzenie.

Dlatego tak ważne jest, by dać sobie wewnętrzne przyzwolenie na zmianę – na eksperymentowanie, na odkrywanie nowych pasji i ról, na uczenie się siebie na nowo. Bo prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy zamiast „muszę być kimś na zawsze”, mówimy sobie: „Mogę być kim chcę – tu i teraz”.


Pasja i cel

Pasja daje nam radość i energię. Ale prawdziwy sens pojawia się wtedy, gdy pasja łączy się z celem – gdy zaczynamy wykorzystywać ją w służbie innym.

To nie zawsze kwestia wielkich czynów. Czasami chodzi o to, by w zwyczajnych działaniach dostrzec znaczenie.

Wyobraź sobie osobę, która sprząta w szpitalu. Dla jednej osoby ta praca może być ciężarem – monotonnym obowiązkiem, wykonywanym z poczucia konieczności, bez głębszego sensu. W takim podejściu każdy dzień jest tylko kolejnym wysiłkiem, a praca staje się źródłem frustracji i zmęczenia.

Ale dla innej osoby ta sama czynność może mieć zupełnie inny wymiar. Sprzątając, czuje, że dba o zdrowie i godność pacjentów. Widzi, że jej staranność wpływa na komfort i bezpieczeństwo chorych oraz ich rodzin. Wtedy sprzątanie nie jest już tylko zadaniem – staje się misją, aktem troski o innych ludzi. To poczucie, że jej codzienny wysiłek naprawdę ma znaczenie, daje jej satysfakcję i poczucie spełnienia.

To pokazuje, że nie sama praca definiuje, czy czujemy się spełnieni – lecz to, jak ją postrzegamy i jakie znaczenie jej nadajemy.

Esencja celu

Wayne Dyer powiedział:
„Kiedy zmieniasz sposób patrzenia na rzeczy, rzeczy, na które patrzysz, również się zmieniają.”

Cel nie musi być mierzony skalą, statusem czy liczbą osób, do których docieramy. Nie musi też ograniczać się wyłącznie do pracy zawodowej.

Prawdziwy cel to życie zgodne z naszymi wartościami – w takich działaniach, które wnoszą coś dobrego w życie innych ludzi.

Wyobraź sobie nauczycielkę, która codziennie prowadzi lekcje matematyki. Jeśli postrzega swoją pracę tylko jako przekazywanie wzorów i liczb, może czuć rutynę i zmęczenie. Ale kiedy spojrzy głębiej – zobaczy, że uczy dzieci wiary w siebie, cierpliwości i konsekwencji. Że jej lekcje to nie tylko liczby, ale też małe kroki ku przyszłości uczniów. Wtedy to samo zajęcie nabiera zupełnie innego wymiaru – staje się powołaniem, a nie obowiązkiem.

Tak właśnie działa zmiana spojrzenia. To nie świat zewnętrzny nagle staje się inny – to nasze wnętrze otwiera się na dostrzeganie sensu. A kiedy czujemy, że to, co robimy, ma znaczenie, pojawia się lekkość, naturalna motywacja i poczucie spełnienia.


✨ A Ty? W jakim momencie życia pozwoliłeś sobie odkryć nową wersję siebie?

Posts created 17

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top