Z perspektywy czasu widzę, że od zawsze interesowało mnie moje wnętrze i odkrywanie tego, kim naprawdę jestem. Zastanawiałam się, czym jest prawda i jaki jest sens życia. Mam naturę refleksyjną — lubię filozoficzne rozważania i głębokie rozmowy. Często stwarzałam sobie przestrzeń, by pobyć sama. Potrzebowałam tego, by po prostu być, wsłuchać się w siebie i wrócić do wewnętrznej harmonii.
Przez długi czas wierzyłam, że sens tkwi w zgłębianiu kolejnych myśli, książek, teorii. Że każdy z nas przychodzi na Ziemię, by odnaleźć „prawdę”. Życie jawiło mi się jako droga, na której trzeba coś odkryć, zdobyć, znaleźć klucz do szczęścia. Wydawało mi się, że kiedy już to „coś” odnajdę, poczuję wewnętrzny spokój i pewność, że wszystko ma sens.
Kolejne książki, idee i metody duchowe pojawiały się na mojej drodze jak wybawcy — aż do chwili, gdy zastępowała je nowa, bardziej obiecująca koncepcja. Każda z nich obiecywała uwolnienie od cierpienia, uzdrowienie traum, osiągnięcie oświecenia czy stanu Samadhi.
A jednak… pomimo sukcesów w świecie zewnętrznym, nie znajdowałam ukojenia ani trwałej prawdy. Często towarzyszyło mi rozczarowanie. Oczekiwania nie pokrywały się z rzeczywistością. Zaczęłam zadawać sobie pytanie: czy naprawdę istnieje coś, co mogę zdobyć, co sprawi, że poczuję się spełniona i pełna?
Od kilku lat pracuję z emocjami i moim wewnętrznym dzieckiem. Spotykam się z tą małą Beatką — często przestraszoną, zagubioną, próbującą ratować świat, być dzielną i „dorosłą” ponad swój wiek. Zakładała maskę odpowiedzialnej, silnej osoby, która zawsze daje radę, nie pozwala sobie na słabość. Z czasem ta maska stała się zbroją — chroniła przed bólem, ale jednocześnie utrudniała oddychanie pełną piersią, czucie, bycie.
Dziś rozumiem, że prawdziwa pomoc zaczyna się od powrotu do siebie. To wewnątrz kryją się wszystkie wskazówki i odpowiedzi. Mój wewnętrzny świat — osobowość, emocje, wspomnienia — to cały psychiczny krajobraz, w którym żyje także wewnętrzny Rodzic. Ten świadomy aspekt mnie wspiera małą Beatkę — czasem zagubioną, często wrażliwą — w odnalezieniu się w zmieniającym się świecie.
Pięknie pisze o tym Katarzyna Dodd w książce „Jesteś Marzeniem Wszechświata”. Dzięki tej pracy uczę się coraz bardziej ukochiwać w sobie wewnętrzne dziecko, które tak bardzo pragnęło być widziane i przyjęte. Staję z nim twarzą w twarz wobec wyzwań codzienności.
Ta więź cały czas się buduje i pogłębia. Jak to się dzieje? Gdy coś mnie poruszy, wytrąci z równowagi — zaczynam od ciała. Słucham jego sygnałów, pytam: kiedy pierwszy raz czułam się podobnie? Wtedy pojawiają się obrazy z dzieciństwa, zapachy, wspomnienia, zdania. Wraca to, co kiedyś zostało niezauważone, niewypowiedziane. Dziś mogę dać temu pełną uwagę i akceptację. Uznaję, że miałam prawo tak się czuć. Że to nie była moja wina.
Wtedy coś się rozpuszcza. Ciało i umysł zaczynają się rozluźniać. Czasem pojawia się płacz, szloch, a wraz z nimi długo wyczekiwane oczyszczenie. Zbroja zaczyna pękać. Pozwalam emocjom przepływać — i w tym jest siła.
Dzięki tej osobistej drodze, integracji wielu metod i doświadczeniu zdobytemu w pracy z kobietami, prowadzę sesje, podczas których można spotkać się… z samą sobą. Kiedy kobieta uświadamia sobie źródło swojego bólu, może sama podać sobie lekarstwo — takie, które naprawdę działa.
Bo odpowiedzi i prawda są w nas. To droga do serca. Do Twojej esencji. A sens każdy z nas odnajduje sam, na swojej drodze. Nie ma jednego, uniwersalnego znaczenia. Sprawdź, co jest Twoim sensem.
Zapraszam Cię do odkrywania siebie prawdziwej i do spotkania z Twoim niepowtarzalnym sensem.
Życzę Ci pięknej podróży… do siebie.
